chomciedzungarki

Temat: [Województwo Śląskie] Bezpieczeństwo i porządek publiczny
http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3081259.html


Nietypowy pomysł na bezpieczeństwo w Katowicach

pj 22-12-2005, ostatnia aktualizacja 22-12-2005 19:37

Katowicki magistrat chce zamontować na jednym z osiedli atrapy kamer - dowiedzieliśmy się nieoficjalnie. To najtańszy sposób na zapewnienie bezpieczeństwa.

Po raz pierwszy kamery pojawiły się na ulicach Katowic parę lat temu. Zamontowano je tylko w śródmieściu. Miejscy urzędnicy odpowiedzialni za bezpieczeństwo i policjanci wiele razy podkreślali, że dzięki temu jest tu bezpieczniej. Wszystko widzą strażnicy miejscy i policjanci z komendy miejskiej, podgląd ma również KZK GOP, aby obserwować przystanki autobusowe. Od paru dni kamery są również na os. Paderewskiego.

Montaż jednej kamery razem z całym osprzętem i kablami kosztuje około 80 tys. zł. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że miejscy urzędnicy myślą więc o zainstalowaniu atrap. Nie będzie ich można odróżnić od działających kamer, więc tak samo powinny odstraszać złodziei, wandali i pijaczków. Z naszych informacji wynika, że atrapy mają się pojawić w okolicach siedziby jednej z katowickich spółdzielni mieszkaniowych.

Waldemar Bojarun, rzecznik katowickiego magistratu: - Nie potwierdzam ani nie zaprzeczam.

Bogumił Sobula, naczelnik wydziału zarządzania kryzysowego, ze względu na troskę o skuteczność systemu monitoringu również nie chciał komentować sprawy.

Szalona inicjatywa. Swoja droga 80 000 PLN za 1 kamere?
Źródło: forum.gkw24.pl/viewtopic.php?t=102



Temat: [Katowice]Ład estetyczny przestrzeni publicznej
ECHO MIASTA

Polowanie na grafficiarzy 2008.04.28

Spółdzielnia Paderewskiego wypowiedziała wojnę wandalom, którzy malują elewacje bloków. Za wskazanie sprawcy i udowodnienie winy wyznaczyła nagrodę: 3 tys. złotych.

Na stronie internetowej spółdzielni mieszkaniowej Paderewskiego od miesiąca "wisi" komunikat: "W związku z narastającą w ostatnim czasie liczbą graffiti na terenie osiedla, Zarząd Spółdzielni postanowił ufundować nagrodę w wysokości 3000 zł dla osoby, która wskaże sprawców (sprawcę) dewastacji elewacji naszych budynków. Wypłata nagrody nastąpi po udowodnieniu winy sprawcy".
Najpierw było półtora tysiąca, ale nikt się nie zgłosił, więc spółdzielnia podniosła nagrodę za wskazanie wandala.

15 tysięcy strat
Osiedle Paderewskiego, drugie co do wielkości w Katowicach. Bloki dopiero co wyremontowane. Dół elewacji zdobią płytki imitujące cegłę, tzw. izoflex, ładne, elastyczne. - Nie niszczą się, jak dziecko uderzy piłką - chwali Piotr Fityka, kierownik działu konserwatorskiego i remontowego.
Na nich wandale malują najchętniej. Napisy można umyć, ale woda pod ciśnieniem uszkadza płytki. Wszystko się sypie i niszczeje. A farby olejnej w ogóle nie da się usunąć.
Wandale nie oszczędzili też nowego osiedla Przystań przy stawie. Tu w czasie zmywania napisów niszczy się kolor elewacji, trzeba ją później w całości odnawiać. Koszt odnowienia metra kw. to 120 zł, do tego trzeba doliczyć koszt pokrycia jej specjalnym środkiem zabezpieczającym - 30 zł/mkw. Tylko w ubiegłym roku na usuwanie graffiti na "Paderewie" poszło 15 tysięcy.

Syn sąsiada
Dewastacje pojawiły się znowu przed świętami wielkanocnymi, zbiegły się z rozpoczęciem ligi piłkarskiej. Nie jest tajemnicą, że to dzieło "kibiców" miejscowego GKS-u. Spółdzielnia jest bezradna. Monitoring, cztery kamery zainstalowane na osiedlu, zdaniem policji nic nie zarejestrowały. Podobno to sami mieszkańcy zaproponowali, żeby ufundować jakąś nagrodę za wskazanie sprawców.
- Nikt nie wymaga, żeby ludzie stali i pilnowali, ale żeby zgłosili i świadczyli przeciwko. Można też zrobić zdjęcie - mówi Elżbieta Zabróż, prezes Spółdzielni.
Piotr Fityka nie wierzy jednak w powodzenie akcji: - Ludzie się boją. Kto wskaże na syna sąsiada? - mówi. - Przecież to robi młodzież z osiedla. A tu każdy każdego zna. Od razu będzie wiadomo, kto doniósł, a jak się inni kibice dowiedzą, to będzie miał "pozamiatane" - uważa Fityka.
Na osiedlu wszyscy wiedzą o nagrodzie. Pan Zbigniew, mieszkaniec Paderewskiego od 30 lat, zarzeka się, że gdyby wiedział, kto maluje, chętnie by doniósł. Nazwiska jednak nie chce podać...

Znaczą teren
O nagrodzie wiedzą też kibice. - Wszyscy się z tego śmieją, bo to jak polowanie na złoczyńcę - mówi Junior, kibic GKS-u. I przekonuje, że graffiti, to taki sam "środek kibicowski" jak szalik. - Każdy chce zaznaczyć swój teren. Wiadomo, kto panuje na osiedlu - dodaje.
Na "Paderewie" panuje Gieksa, na Tysiącleciu Gieksa i Ruch Chorzów. Ale Stowarzyszenie Kibiców GKS odcina się od tych, co malują elewacje. - To wandale, którzy mienią się kibicami - uważa Piotr Koszecki, szef Stowarzyszenia.
Stowarzyszenie prowadzi nawet akcję "legalne graffiti", wspólnie z miastem.
- Na Bogucicach powstały dwie legalne ściany i już jest mniej napisów na elewacjach - zapewnia Koszecki. - Na pojedynczych kibiców nie mamy wpływu, ale chętnie porozmawiamy ze spółdzielnią. Może uda się wypracować jakiś kompromis - dodaje.
Będziemy śledzić tę sprawę.

Wioleta Niziołek
Źródło: forum.gkw24.pl/viewtopic.php?t=618


Temat: [Piłka nożna] GKS Katowice
Warto malować legalnie

Kibice dogadali się z prezesami spółdzielni mieszkaniowych na osiedlach Tysiąclecia i Witosa - tam zostaną wyznaczone legalne ściany na graffiti. Teraz muszą udowodnić, że na to zaufanie zasłużyli

Na Giszowcu kibice mogą malować legalnie na ścianach garaży. Efekt: zamiast wulgarnych napisów jest dopracowane graffiti (fot. Joanna Nowicka )
To efekt akcji "Graffiti", którą półtora roku temu rozpoczęło Stowarzyszenie Kibiców GKS Katowice SK 1964. Pomysł był prosty: nie będą niszczyć elewacji budynków, ale w zamian spółdzielnie wyznaczą im tzw. legalne ściany, na których malowanie graffiti będzie dozwolone. Najpierw na własną rękę próbowali zainteresować spółdzielnie. W mediacje między SM Paderewskiego a kibicami włączyło się nawet "Echo Miasta". Kibice zaproponowali legalne ściany, ale ich lista nie została przyjęta.
- Mieliśmy dosyć złej prasy i tego, że o kibicach mówi się wyłącznie źle - przyznaje Junior ze Stowarzyszenia. Wtedy o pomoc poprosili miasto. Poskutkowało.

Zhumanizować graffiti
Sprawę w swoje ręce wziął wiceprezydent Leszek Piechota. Zorganizował dwa spotkania kibiców, m.in. z naczelnikami zainteresowanych wydziałów, konserwatorem zabytków, Miejskim Zakładem Ulic i Mostów.
- Nie możemy wyeliminować zjawiska graffiti, ale wydaje mi się, że możemy je zhumanizować - uważa Piechota. - Czas pokaże, czy to ma sens, ale wola jest z dwóch stron - zapewnia.
Powstał projekt programu pilotażowego, który na razie zostanie wprowadzony na dwóch dużych osiedlach w Katowicach: Tysiąclecia (SM Piast) i Witosa (SM Załęska Hałda). Prezesi spółdzielni spotkali się już z kibicami.
- Ludzie denerwują się typowymi bazgrołami i wulgaryzmami, ale graffiti miewa też walor artystyczny - mówi Michał Marcinkowski, prezes SM Piast. - Jeśli przedstawiciele klubu kibica i ultrasów chcą się porozumieć i gwarantują, że graffiti powstanie tylko w określonych miejscach, jestem za - dodaje prezes.
Zamiast na elewacjach, kibice będą malować na wielkoformatowych płytach OSB, przymocowanych do rusztowań. Prezes Marcinkowski zgodził się już na dwie legalne ściany, w tym jedną przy spółdzielni, dobrze widoczną z ulicy Chorzowskiej. Kibice mają przedstawić projekty. Podobnie rzecz ma się na osiedlu Witosa.

Warto legalnie
- Dotąd kibice malowali tylko nielegalnie, bo nie było innych możliwości. Bez poparcia miasta nie było szans. Teraz nawet spółdzielnia Paderewskiego chce z nami rozmawiać - cieszy się Junior.
Po raz pierwszy miasto zdecydowało się zaufać kibicom i przekonało do tego władze spółdzielni. Teraz kibice muszą udowodnić, że na to zaufanie zasłużyli.
- Jesteśmy grupą decyzyjną, która ma wpływ na 80 proc. naszych kibiców, ale będziemy się starali dotrzeć do wszystkich. Mam nadzieję, że z biegiem czasu zobaczą, że graffiti warto robić legalnie. Można malować coś fajniejszego i miłego dla oka mieszkańców, bez narażania się policji - dodaje Junior.
Najlepszym przykładem jest Giszowiec. Tam kibice dogadali się nie z prezesem spółdzielni, ale z właścicielami garaży. Zamiast przypadkowych, często wulgarnych napisów, jak do tej pory, zaproponowali im wykonanie na garażach efektownych graffiti. - Dzisiaj sami nas proszą, żeby im coś namalować - zapewnia Junior.
- Potrzebna jest społeczna akceptacja dla tej akcji. Na pewno nie od razu, ale za jakiś czas, może przynieść efekty - powiedział prezydent Leszek Piechota.

Wioleta Niziolek

http://echomiasta.pl/index.php?option=c ... &Itemid=46
Źródło: forum.gkw24.pl/viewtopic.php?t=25


Temat: [Katowice] Ceny mieszkań
Mieszkaniowe ceny w górę

Drożeją nowe, drożeją używane. Kupno mieszkania na Śląsku staje się coraz trudniejsze

W Katowicach zwiększa się popyt nie tylko
na nowe, ale też na używane mieszkania
W ciągu ostatnich sześciu miesięcy nowe mieszkania w województwie śląskim podrożały średnio o 30 procent. W przypadku niektórych lokalizacji wzrost cen był znacznie większy. Na razie jednak nie odstrasza to potencjalnych kupców. Wspierani przez agentów bankowych sztucznie windujących zdolność kredytową, szukają swoich czterech kątów. - Tego, co dzieje się u nas, i tak nie da się w żaden sposób porównać z szaleństwem, jakie ma miejsce w Krakowie czy we Wrocławiu - mówi Marek Mandys, właściciel biura nieruchomości Rema z Katowic. Twierdzi, że w ostatnim okresie drastycznie zwiększył się popyt nie tylko na nowe, ale też na używane mieszkania. - Deweloperzy nie są w stanie zaproponować lokalizacji blisko centrum, która wciąż kusi wielu nabywców. Dlatego wybierają oni mieszkania używane - dodaje. W efekcie metr kwadratowy mieszkania na katowickim osiedlu Tysiąclecia czy Paderewskiego kosztuje obecnie już ponad 2,3 tys. zł. Na rynku wtórnym są jednak i droższe lokalizacje. - Niedawno mieliśmy klienta, który chciał sprzedać mieszkanie przy ulicy Wróbli w Katowicach. W bloku wybudowanym cztery lata temu. Mieszkanko małe, 40 metrów. Zażądał 250 tysięcy. Staraliśmy się mu wytłumaczyć, że to może być troszkę za dużo, ale się uparł. Już po kilku dniach znalazł się chętny na to mieszkanie - wspomina Mandys. Do transakcji i tak jednak nie doszło, bo właściciel mieszkania wycofał ofertę. - Pewnie liczy, że zarobi więcej - śmieje się właściciel Remy.

- To prawda, że mieszkania używane drożeją, ale o żadnym boomie mówić nie możemy - zapewnia Andrzej Kalus ze Śląskiego Instytutu Nieruchomości. - Klienci wciąż wolą się zapożyczyć i kupić nowe.

Wśród powodów takiej sytuacji wymienia przede wszystkim standard używanych mieszkań. - Metrażowo są może konkurencyjne, ale zwykle mieszczą się w blokach z wielkiej płyty. Są własnością spółdzielni, a to jest niemal jednoznaczne z koniecznością płacenia wysokich czynszów - mówi Kalus. Mimo tych niedogodności używane lokale znikają z rynku niemal, jak tylko się pojawią. - Zdarzają się klienci z zagranicy, którzy wykupują atrakcyjne mieszkania. U nas co prawda nie jest ich jeszcze dużo, ale pewnie będzie coraz więcej, bo inwestorzy już wyczuli, że inwestowanie w nieruchomości na Śląsku z pewnością jeszcze przez co najmniej kilka lat będzie dochodowe - tłumaczy Mandys. Kiedy ceny zaczną spadać? - Nigdy! - To najczęstsza odpowiedź ekspertów. Nasz rynek upodabnia się na zachodnich, a tam ceny w granicach 4 - 5 tys. euro za metr to standard. Ciekawe, że niektóre inwestycje na Pomorzu czy w Warszawie już dorównują tym cenom. Czy również na Śląsku pojawią się superdrogie apartamenty? - Z pewnością tak - mówi Kalus. Przewiduje, że nastąpi to najdalej za dwa lata. - W tej chwili jeszcze deweloperzy się czają, licząc na znaczny wzrost cen. Wiadomo jednak, że wiele firm z Krakowa i Wrocławia ostrzy sobie zęby na Śląsk. Rozglądają się za atrakcyjnymi działkami. Efekty tych prac zobaczymy już wkrótce - uważa Kalus.

www.biznespolska.pl
Źródło: forum.gkw24.pl/viewtopic.php?t=1296